|
Wśród rozlicznej gamy szkoleń dostępnych na rynku znaczącą i charakterystyczną grupę stanowią szkolenia w terenie, zwane z angielska „outdoorem”. Wiele firm, zwłaszcza handlowych z upodobaniem korzysta z tej formy zajęć a i firmy oferujące tego typu usługi są coraz bardziej profesjonalne. Szkolenia w terenie oferują wiele możliwości doskonalenia umiejętności tzw. „miękkich” (komunikacja, praca zespołowa, kreatywność), tworzenia więzi międzyludzkich w zespole („team building”) a nawet pokazywania i ćwiczenia radzenia sobie ze zjawiskami z dziedziny szkoleń „twardych” (zarządzanie projektami). Zajęcia mają zwykle atrakcyjną formę, daleką od rutyny sali szkoleniowej i prezentacji z rzutnika a same przeżycia ze szkolenia długo pozostają w pamięci uczestników. Żeby jednak móc w pełni wykorzystać potencjał jaki tkwi w szkoleniach „outdoorowych”, musimy wiedzieć, jak się do tego zabrać. Dużym błędem jest mylenie szkolenia „outdoor” z tzw. „eventem”, czyli po prostu motywacyjną atrakcją. Jazda quadami czy strzelanie z pistoletów paintballowych może pomóc w odreagowaniu negatywnych emocji i dostarczyć przeżyć (nic tak nie poprawia pracownikowi humoru jak trafienie kulką prezesa w plecy lub szefowej HR w pośladek). Takie działanie pozwala ludziom „spuścić parę”, czyli poprawić w krótkim okresie kondycję psychiczną pracowników, jednak niekoniecznie posłuży długookresowym celom firmy czy przełożyć się na pracę w firmie. „Święto głupców”, w czasie którego można sobie drwić z hierarchii szybko się kończy a po powrocie do firmy od pracowników oczekuje się zupełnie innego zachowania niż zachodzenie kolegów z innego działu z flanki czy wyprucie magazynka w nielubianego szefa. Dlatego musimy sobie zdawać sprawę, że szkolenie outdoorowe”, pomimo innego otoczenia i formy, podlega tej samej metodologii uczenia się osób dorosłych co szkolenie w sali. Co więcej, w sali ryzykujemy tylko tym, że uczestnik zaśnie w trakcie nudnych zajęć. W terenie niebezpieczeństw jest więcej. Szkolenia "outdoorowe" wiążą się z dużym wysiłkiem fizycznym, zmiennymi warunkami pogodowymi i przeszkodami terenowymi – zapewnienie uczestnikom bezpieczeństwa jest jednym z kluczowych czynników. Pozwólmy sobie prześledzić najczęstsze błędy popełniane w trakcie szkoleń outdoorowych. Błąd pierwszy, czyli „Selekcja”. Zdarza się, że prowadzący (często z wojskową przeszłością) stawiają na „przełamywanie indywidualnych ograniczeń” i stawiają poprzeczkę zaplanowanych ćwiczeń bardzo wysoko. Pół biedy, jeśli słabsi uczestnicy z pomocą swoich zespołów pokonają przeszkody bez większego szwanku. Gorzej, jeśli zadania są głównie indywidualne. Po jednym z tego typu szkoleń połowa uczestników zamiast zabrać się do pracy udała się na zwolnienia lekarskie (dwa złamania, kilka poważnych stłuczeń, otarć dłoni do krwi bez liku). Błąd drugi, czyli „kto kogo”. Nie wiem dlaczego, duża grupa prowadzących zajęcia w terenie stawia na konkurencję między uczestnikami i zespołami. Jest to o tyle dziwne, że duża grupa firm decyduje się na szkolenia w terenie, aby lepiej zintegrować swoje zespoły, tymczasem dostaje zajęcia polegające na tworzeniu podziałów. Oczywiście prowadzący twierdzą, że ludzie integrują się wtedy w swoich zespołach, jednak co z integracją na poziomie całości? Błąd trzeci, czyli „hurrra!”. Fakt, że szkolenie odbywa się w terenie nie znaczy, że ma się składać z samych ćwiczeń. Uczestnicy muszą mieć czas na refleksję, wyciąganie wniosków, uczenie się współdziałania i poprawę swojego działania w odniesieniu do celów i do zespołu w którym pracują. Tylko tak możemy mieć szansę na przeniesienie pożądanych zachowań z terenu do środowiska pracy. Oczywiście zagadnienie jest o wiele szersze, niż opisane powyżej wypadki, jednak decydując się na szkolenie w terenie musimy wiedzieć: • Co chcemy osiągnąć? • Czy zaproponowany program spełnia nasze cele czy jest tylko zestawem atrakcyjnych ćwiczeń? • Czy poziom trudności fizycznej nie jest zbyt wysoki dla uczestników? • Czy trenerzy wykonujący szkolenie ma odpowiednie uprawnienia (instruktorskie, ratownicze, etc.) a sama firma ubezpiecza uczestników? • Czy koszt całego wydarzenia jest zrównoważony przez korzyści? Marian Kulig
|